Dalsze obniżki stóp procentowych są już mało realne
Inflacja, która ma swoje epicentrum w Zatoce Perskiej pozostanie z nami na dłużej. Nie powinna przekroczyć granic wyznaczonych przez cel inflacyjny, ale dalsze obniżki stóp procentowych w tym roku stały się bardzo wątpliwe.
Inflacja wzrosła, ale odczyt za marzec przyniósł wynik niższy od prognoz rynkowych, co chwilowo wywołało ulgę wśród inwestorów. Główne indeksy na GPW odnotowały wzrosty, a komentarze analityków były pełne optymizmu.
Według wstępnych szacunków GUS inflacja CPI w marcu wzrosła do 3,0% rok do roku (z 2,1% w lutym), przy wzroście cen o 1,0% miesiąc do miesiąca. Wynik jest niższy od konsensusu analityków, którzy przewidywali wzrost 3,2–3,3% rok do roku Nic dziwnego, że warszawskie indeksy zareagowały wzrostami, rynek lubi sytuacje, w których rzeczywistość okazuje się mniej zła niż prognozy.
- Choć marcowa inflacja pozytywnie zaskoczyła nas wszystkich, to jednak podwyższona inflacja w Polsce, spowodowana wojną w Zatoce Perskiej, pozostanie z nami na dłużej, a więc także po zakończeniu tego konfliktu zbrojnego - mówi w rozmowie z MarketNews24 Mikołaj Sobierajski, analityk rynku akcji w XTB. – Inflacja ma swoje epicentrum w Zatoce Perskiej, bo Iran skutecznie zablokował Cieśninę Ormuz, a jeśli nawet konflikt zakończy się z dnia na dzień, to światowe ceny ropy będą spadały powoli. Odbudowa infrastruktury w krajach Zatoki Perskiej potrwa wiele miesięcy, a może nawet rok lub dwa lata.
Polski rynek akcji mogą jeszcze przez chwilę żyć narracją, że marcowa inflacja jest niższa od prognoz, jednak jest to wrażenie mylące. Źródłem problemu nie jest sam poziom marcowego CPI, lecz fakt, że presja inflacyjna wynika z największego od lat szoku podażowego w sektorze energii i z blokady kluczowego wąskiego gardła, jakim jest Cieśnina Ormuz, która pozostaje zablokowana od początku konfliktu, a cena ropy utrzymuje się powyżej 100 USD za baryłkę, co oznacza wzrost o około 40–50% w zaledwie kilka tygodni.
Nawet jeśli konflikt w Zatoce Perskiej zakończy się, to obecne zakłócenia żeglugi, problemy z ubezpieczeniem frachtu i ograniczona przepustowość alternatywnych szlaków sprawiają, że skutki będą odczuwalne w inflacji jeszcze przez kilka kolejnych miesięcy.
W polskiej gospodarce mamy klasyczny szok podażowy. Drożejąca ropa i gaz podbijają koszty transportu, produkcji i ogrzewania, a z opóźnieniem przekładają się na ceny praktycznie wszystkich dóbr i usług. Rynek już przewiduje z jaka inflacją będziemy mieli do czynienia w najbliższych miesiącach.
- Rządowe działania, aby obniżyć ceny na stacjach paliw wprowadzone od początku kwietnia ucieszą konsumentów i mogą trochę przyhamować inflację, rynki w pierwszej reakcji oceniają, że będziemy mieli inflację 3,1-3,2%, a więc jednak mieszczącą się w granicach dla celu inflacyjnego – ocenia ekspert XTB.
Biorąc to wszystko pod uwagę to scenariusz dalszej kontynuacji obniżek stóp procentowych w Polsce staje się mało realistyczny. Jeszcze przed marcowym odczytem przedstawiciele bardziej jastrzębiego skrzydła RPP wskazywali, że ostatnie cięcia mogą okazać się ostatnimi w tym roku, a najrozsądniejsza strategia to “wait and see”. Najnowsza projekcja NBP zakładała inflację blisko celu, ale była przygotowana przed pełną materializacją szoku energetycznego. Obecne dane i sytuacja na rynku ropy wyraźnie przesuwają równowagę ryzyk w górę.
Odczyt minimalnie lepszy od konsensusu zmniejsza presję na natychmiastową reakcję, ale oddala perspektywę powrotu do bardziej gołębiej polityki monetarnej.
- Dopiero jesienią możemy powrócić do tematu stóp procentowych, ale przewidywana na początku roku kontynuacja cyklu obniżek z dwoma jeszcze obniżkami w tym roku stała się mało prawdopodobna, jednak tym bardziej interesujące będą dane o inflacji w czerwcu i lipcu – podsumowuje M.Sobierajski z XTB.