Dolar pokazał kto jest królem, gdy chodzi o bezpieczeństwo kapitału
Jak giełdy reagują na wojnę z Iranem? Przerażeni są najbardziej inwestujący w Azji. Kapitał wybrał jedną bezpieczną przystań na czas trwania wojny.
Podczas pierwszego otwarcia rynku od rozpoczęcia pełnoskalowego ataku na Iran rynek nie chciał uwierzyć w zagrożenia płynące z konfliktu. Po początkowej fali wyprzedaży na indeksach i wzrostach cen surowców bardzo szybko zapanowała normalizacja. Indeksy w USA, mimo początkowych strat, odrobiły większość z nich. Ropa zredukowała wzrosty o prawie połowę, a metale szlachetne ledwie drgnęły.
Przede wszystkim duża część uczestników rynku żyła nadzieją, że tak jak upadek Silicon Valley Bank nie wywołał kolejnego kryzysu finansowego, a operacja „Midnight Hammer” z zeszłego roku zakończyła się wymianą gróźb, a nie globalnym konfliktem, tak samo teraz nie ma sensu modyfikować wycen na fali przejściowego kryzysu.
Jeden z możliwych scenariuszy utrzymania wycen był taki, że okazje wyłaniające się dla wielu podmiotów rynkowych przewyższają w swojej sumie „wartością dodaną” ryzyka dla całej gospodarki i rynku. Wzrost cen ropy oraz nakłady na zbrojenia może w krótkim i średnim terminie, paradoksalnie, dostarczyć paliwa dla wzrostów.
Wyobrażenia, że to będzie kilkudniowa wojna szybko zostały zweryfikowane. Giełdy świeciły na czerwono. Dla przykładu, bardzo stracił indeks Russell 2000, który wcześniej należał do najlepszych w tym roku indeksów amerykańskich.
- Pierwszego dnia, a więc w poniedziałek, inwestorzy nie wiedzieli jak zareagować na wojnę w rejonie Zatoki Perskiej i notowania zamknęły się na lekkim plusie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Mikołaj Sobierajski, analityk rynku akcji XTB. – Drugiego dnia zobaczyliśmy już coś zupełnie innego, mieliśmy gwałtowną wyprzedaż na wszystkich amerykańskich indeksach, której skala została jednak ograniczona, bo każdy z indeksów na zamknięcie stracił w okolicach 1%. Teraz każdy scenariusz jest w grze i okaże się co przyniesie przyszłość.
Nasdaq, który tracił 3%, na koniec dnia zminimalizował straty do 1%. Inwestorzy mają więc żelazne nerwy. Reakcja była dużo słabsza niż przed czterema laty, gdy Rosja zaatakowała Ukrainę.
Inwestorzy spodziewali się, że powtórzy się sytuacja z zeszłego roku, gdy Izrael i USA zbombardowały wybrane cele nuklearne w Iranie, a obecne konflikt potrwa nie dłużej niż trzy dni.
Powtórki nie było, giełdy w trzech regionach zareagowały szczególnie silnie na gwałtowne ograniczenie podaży ropy naftowej i wzrost jej cen. To Chiny, Korea i właśnie Europa. Blokada Cieśniny Ormuz okazała się najbardziej dotkliwa dla Chin i Korei, ponieważ tą drogą morską zaopatrywały się w ropę naftową. Tylko jednego dnia koreańska giełda straciła prawie 12%. Natomiast dla Europy Zachodniej bardzo dotkliwy w skutkach okazał się wzrost cen gazu skroplonego.
- Inwestorzy na giełdach azjatyckich są przerażeni sytuacją, obawiają się, że staną azjatyckie gospodarki – komentuje ekspert XTB. – Reakcją stało się rotowanie kapitału do dolara. Dolar pokazał kto jest królem jeśli chodzi o bezpieczeństwo kapitału.