Rynek bardziej boi się inflacji niż Trumpa, czyli fenomen TACO Trade
TACO Trade to nazwa fenomenu rynkowego, który ukształtował się w opinii inwestorów w trakcie drugiej kadencji Donalda Trumpa. W wolnym tłumaczeniu jest to skrót od „Trump zawsze tchórzy”.
Uczestnicy rynków finansowych w normalnych okolicznościach zajmują się głównie dyskontowaniem różnych scenariuszy dla cen aktywów, na podstawie prawdopodobieństwa wystąpienia konkretnych czynników cenotwórczych oraz posiadanych informacji. Donald Trump dokonał jednak zmiany niemal dziejowej, ponieważ w toku swojej drugiej kadencji zmusił rynek do tego, by operował w pierwszej kolejności w oparciu o to, czego nie wie, zamiast o to, co wie lub może wywnioskować. Jest to równie imponujące, co niebezpieczne.
- TACO Trade, to sformułowanie wymyślne przez amerykańskich traderów, gdy D.Trump poinformował, że nakłada cła na cały świat i miał to być „dzień wyzwolenia Ameryki”, co zagroziło wolnemu handlowi i wówczas rynki były przerażone – mówi w rozmowie z MarketNews24 Mikołaj Sobierajski, analityk rynku akcji w XTB. - Chaos był olbrzymi a wszystkie indeksy giełdowe gwałtownie spadały, a indeks strachu spadł do poziomów, które ostatnio notowane były podczas covidu. Po dwóch dniach prezydent USA zdecydował, że jednak nie wprowadzi tych ceł i będzie z każdym krajem indywidualnie negocjował cła, a inwestorzy nie wiedzieli o co chodzi.
Teraz Trump znany jest już z szybkiego, częstego, nieprzewidywalnego i często lekkomyślnego zmieniania zdania lub stanowiska rządu w kluczowych kwestiach. Na komentarza, że wojna w Iranie jest już „prawie skończona”, rynek zareagował chwilową, lecz wyraźną euforią. Od lokalnego szczytu kontrakty na ropę straciły ponad 30%.
Czy rynek faktycznie wyceniał, że Trump może „spakować zabawki” i zapomnieć o Iranie tak, jak zapomniał o niezliczonych groźbach i obietnicach, które składał w ostatnich kwartałach? Iran to zupełnie inny format problemu i zobowiązania niż cokolwiek, czego Trump podjął się wcześniej, i może nie pozwolić się ignorować po tym, jak Trump arbitralnie stwierdził, że jego, luźno rozumiane, cele zostały osiągnięte. Przyczyna odwrócenia się wielu trendów oraz niezwykle płytkiej reakcji części rynku, w porównaniu z tym, czego można by oczekiwać po wydarzeniach, których jesteśmy świadkami, może być jednak inna.
Rynek ropy choć z opóźnieniem, to jednak zareagował w adekwatnym stopniu na zamknięcie cieśniny Ormuz. Pogorszyła się też sytuacja na rynku długu, zwłaszcza w Europie, którą rynek postrzega jako bardziej wrażliwą na kryzys energetyczny.
- Inwestorzy oceniają, że taka może być cała prezydentura D. Trumpa, a najważniejsze amerykańskie indeksy w 2025 r. rosły do rekordowych poziomów – komentuje analityk XTB. – Te rekordowe poziomy nie są jednak zasługą D.Trumpa, to efekt hossy technologicznej związanej ze sztuczną inteligencją i Big Techy w raportach kwartalnych pokazywały kolejne rekordowe zyski i rekordowe obietnice przyszłych zysków.
Ruch na rynku długu pokazuje, że rynek boi się inflacji. Nie tak wysokiej jak w latach 2022–2024, jednak równie, a być może nawet bardziej, uporczywej/"lepkiej" niż wtedy. Tezę tę wspiera pozycjonowanie oraz prognozy wycen dóbr rolnych; kolejny, strukturalny wzrost cen żywności wydaje się kwestią czasu. Bliski Wschód wciąż pozostaje krytyczny dla światowego handlu i gospodarki, jednak zależność ta nie jest dziś tak głęboka jak była jeszcze kilka lat temu. Cieśnina Ormuz jest najważniejszym, lecz nie jedynym kanałem transportu w regionie, a środek ciężkości konsumpcji ropy przesunął się z zachodu na wschód.
Rynek akcyjny natomiast w coraz mniejszym stopniu powiązany jest z trendami w polityce monetarnej czy szerokiej gospodarce. Widać to w zależnościach między rynkami surowców, rynkiem długu a rynkiem akcyjnym.
- Możliwe, że wzrost cen ropy okaże się krótkoterminowy, ale Amerykanie ujrzeli dużo wyższe ceny na stacjach paliw, które przyczynią się do wzrostu inflacji, a przy kolejnych decyzjach Fed powstrzyma się z obniżką stóp procentowych i może się też okazać, że zacznie podwyższać stopy procentowe, a takich zmian rynek akcji nie lubi – dodaje M.Sobierajski z XTB.
Tych obaw nie musi jednak podzielać już teraz rynek akcji. Rynek akcji w coraz większym stopniu nie opiera się na sentymencie inwestorów, a wzrosty są zasilane m.in. rosnącymi rok do roku skupami akcji własnych.
Największe spółki, zwłaszcza technologiczne, wykazują również coraz większą niewrażliwość na politykę monetarną: są zasilane one głównie własnymi marżami bijącymi rekordy kwartał po kwartale oraz kapitałem prywatnym. Dobra cyfrowe, które stanowią trzon ich przychodów, nie są też tak zależne od łańcuchów dostaw jak inne gałęzie gospodarki. Liderzy rynku nauczyli się korzystać z globalizacji i sprzyjających trendów w polityce monetarnej bez ponoszenia ich negatywnych konsekwencji.
Aby wyceny głównych indeksów poniosły dwucyfrowe straty, na co czeka wielu inwestorów, potrzeba dziś strukturalnego pęknięcia w globalnej gospodarce lub systemie finansowym.