Wzrost cen paliw może zamienić się w wojnę cenową, inwestorzy są zaskakująco spokojnie
Ceny ropy są ekstremalnie zmienne. Im dłużej będzie trwała wojna, tym bardziej przekładać będzie się na wzrost inflacji. Inwestorzy są jednak nadspodziewanie spokojni. Może nawet dojść do wojny cenowej w przyszłym roku, bo podaż ropy będzie bardzo duża.
Obecnie rynek surowców energetycznych wywołuje lawinę zmian w prognozach makroekonomicznych. Temat ropy naftowej oraz gazu pozostaje wciąż kluczowy na globalnym rynku wobec dalszego impasu negocjacji pokojowych między Stanami Zjednoczonymi oraz Iranem.
Amerykański prezydent komunikował już kilkakrotnie, że jego cierpliwość się kończy, a czas na wypracowanie konsensusu powoli mija. Dla inwestorów ryzyko geopolityczne długotrwale wpisuje się w wyceny aktywów, napędzając dynamiczny wzrost cen ropy naftowej, która wyraźnie wpływa również na oczekiwania dotyczące inflacji, stóp procentowych oraz kursów walut.
Codzienna zmienność ropy jest bardzo duża, ale jednocześnie jej ceny wahają się niemal w tych samych granicach. Dla ropy brent to okolice 100-110 USD za baryłkę na kontraktach terminowych. Gdyby nie postawa inwestorów, mogłaby kosztować 150 USD, ale inwestorzy nie chcą zaryzykować takiej ceny na kontraktach terminowych.
- Krótkoterminowe prognozowanie cen ropy stało się tak trudne, że nie ma sensu wskazywać gdzie znajdzie się cena ropy za dwa czy trzy tygodnie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz w XTB. – Prognozowanie, gdzie znajdzie się cena na koniec tego roku ma już większy sens, ruchy na krzywej terminowej są zdecydowanie mniejsze i odpowiadają też jak bardzo rynek obawia się co działo się z bilansem na rynku ropy naftowej. Obecnie ten deficyt jest duży, ale nie aż tak bardzo, jak można byłoby przypuszczać.
Sytuacja jest tym bardziej skomplikowana, że ZEA 1 maja opuściły struktury kartelu OPEC, planując niezależne zwiększenie wydobycia. Produkcja w OPEC spadła do najniższego poziomu od lat 90, kiedy również rynek ropy doświadczył kryzysu związanego z wojną w Zatoce Perskiej, która obniżyła na wiele miesięcy produkcję ropy o kilka milionów baryłek.
Zgodnie z najnowszym raportem Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA), globalne zapasy ropy i produktów rafinowanych topniały w kwietniu w tempie 4 milionów baryłek dziennie, co wywołało już fizyczny brak paliw w krajach azjatyckich (Wietnam, Pakistan, Bangladesz).
Obecnie wskazuje się na 3 najbardziej prawdopodobne scenariusze dla rynku ropy naftowej, które będą miały ogromny wpływ na kształtowanie się cen paliw:
Scenariusz 1 (bazowy): „kontrolowany kryzys”. Utrzymanie cen ropy brent w przedziale 100–120 USD przy częściowej blokadzie oraz utrzymaniu kruchego zawieszenia broni.
Scenariusz 2: eskalacja i głęboki deficyt. Dalsza całkowita blokada Zatoki Perskiej wywinduje ceny powyżej 125–130 USD. Powyżej poziomu 130 USD za baryłkę możliwa będzie szybsza destrukcja popytu zgodnie z zasadą 1% spadku zapotrzebowania na ropę przy 4% wzrostu cen. IEA szacuje, że globalny popyt w 2026 roku skurczy się z tego powodu o 420 tys. baryłek dziennie, mocno uderzając w lotnictwo i petrochemię.
Scenariusz 3: deeskalacja i rozejm. Powrót cen ropy brent poniżej 80-90 USD w ciągu 2-3 miesięcy. Goldman Sachs zaznacza jednak, że powrót do stabilności zająłby wiele czasu, gdyż rządy zaczną natychmiast masowo odbudowywać rezerwy strategiczne, generując silne dno cenowe.
- Rynek ma cały czas nadzieje, że to się skończy szybciej niż później – komentuje ekspert XTB. – Możliwe jednak, że rynek będzie powtarzał za dwa miesiące, gdy sytuacja się nie zmieni.
Gdy zakończy się wojna potrzeba będzie kilku miesięcy, aby statki z ropą dotarły do docelowych portów. Podwyższone ceny ropy będą się więc długo utrzymywać, choć spadną z obecnych poziomów. Tankowce pływają do Azji teraz coraz częściej do USA, eksport ropy ze Stanów jest największy w historii. Gospodarka USA więc na tym korzysta, zyski wielkich korporacji bardzo wzrosły, jednak amerykańscy konsumenci są bardzo niezadowoleni z cen na stacjach paliw.
- Cały ten konflikt może się skończyć tak, że ceny ropy spadną do 50-60 USD, bo podaż ropy może powrócić do historycznych szczytów, a przy zmniejszonym popycie w przyszłym roku może dojść do wojny cenowej, gdy podaż ropy okaże się za wysoka o 5 mln baryłek.
Obecna sytuacja na stacjach benzynowych w Polsce odzwierciedla zderzenie globalnych trendów surowcowych z krajowymi mechanizmami regulacyjnymi. Oficjalnie ceny paliw w Polsce utrzymują się na relatywnie niskich i ustabilizowanych poziomach. Jest to bezpośredni rezultat wprowadzenia na początku kwietnia rządowego pakietu osłonowego (tzw. pakietu CPN), opartego na wytycznych Ministerstwa Energii, który radykalnie obniżył opodatkowanie (VAT oraz akcyzę) na produkty naftowe i wprowadził maksymalne limity cen detalicznych.